Każda podróż zaczyna się od małego kroku…

Cześć!

Ten blog pewnie będzie w większości dla znajomych i rodziny, ale jeśli wylądowałaś/eś tutaj przypadkiem, wypada się przedstawić. Mam na imię Ania i w tym momencie spodziewam się wymarzonego synka, który wkrótce przeniesie się z nami do Kalifornii. Chciałabym zostawiać tutaj od czasu do czasu parę słów – o tym, co mnie zaskoczy w macierzyństwie, w Stanach, a może po prostu w życiu.

Pomysł na bloga zrodził się w zasadzie wraz z myślą o wyjeździe i wraz z rosnącymi na sile kopniakami naszego małego “California baby boy“, naszego małego J.

Dziś chciałabym krótko o tym, co mnie zaskoczyło w ciąży. Naczytałam się książek, blogów, wpisów na forum i coś-niecoś wiedziałam. Nie wszystko.

Standardowa ciąża daje różne objawy w mniejszym lub większym nasileniu. Są mdłości (znam doskonale…), brak apetytu, wilczy apetyt, dziwne zachcianki, rosnące i wrażliwe piersi, ciągnący ból powodowany rosnącą macicą, nieustanne zmęczenie, bezsenność, huśtawki nastrojów, brak libido, nieustanna chęć zbliżenia, potrzeba “wicia gniazda”, wrażliwość na zapachy i smaki – pewnie jeszcze dziesiątki innych. One są raczej zrozumiałe. Chciałabym krótko wspomnieć o tym, co było dla mnie ogromnym zaskoczeniem.

Waleczność

Mój Mąż nieraz bał się o mnie, że wraz z rosnącym brzuszkiem pojawiła się u mnie potrzeba walki ze światem. Chyba to po prostu instynkt macierzyński i potrzeba dbania o tę małą istotkę, która jeszcze obronić się nie potrafi, bo zabijałam wzrokiem palaczy (szczególnie palaczy chodzących – najgorsza forma! Ludzie, stańcie sobie po prostu na boczku i wypalcie tak, żeby za wami nie unosił się dym trujący innych…), rowerzystów jeżdżących po chodnikach (ej! Ja tu zaraz będę szła z wózkiem!!), kierowców samochodów wykonujących dziwne manewry (gościu, to nie kolejna część “Taxi”…), babcie biegnące i potrącające mnie (true story…), aby tylko były pierwsze w autobusie (A żeby wam na Kleparzu pietruszkę wykupili….).

Zmęczenie

Ja wiem, że się nie da wyspać na zapas. Ale jakoś w ciąży mogłabym spać cały czas. Hm, z drobną uwagą – nie mogę. W nocy 2-3 godziny poświęcam na odkrycie idealnej pozycji tylko po to, by zasnąć i po 5 minutach obudzić się na siku… Nie wiem, jak mam zajmować się J., jeśli nadal będę zmęczona. Może kawa?

(Swoją drogą, jedna dziewczyna pisała na forum o tym, że zmęczyło ją wypicie herbaty i musiała się położyć – jak dobrze ją rozumiem…)

Potrzeby

Potrzeby dokładnie takie, aby dostarczyć wszystkiego, co niezbędne maluszkowi. To jest niesamowite, jak natura to stworzyła. W jednym tygodniu, gdzieś w połowie ciąży, mogłabym jeść tylko chleb z masłem. Cały czas. Wyczytałam, że wtedy właśnie zbierał się tłuszczyk pod skórą dziecka. Kiedy indziej miałam ochotę na Toffifee. To był chyba 13 tydzień – czas intensywnego tworzenia się połączeń nerwowych (orzechy, czekolada… coś w tym jest). Oprócz tego odrzucało mnie od kawy, zwłaszcza na początku. Organizm dokładnie wie, co dać maluchowi. Podobno tak samo jest z mlekiem matki – które ma idealny skład, aby dać dziecku dokładnie te substancje, których w tym momencie potrzebuje. Magia.

Tyle na dziś, żeby nie przedłużać. Ciekawe, czy po latach, może w kolejnej ciąży, dojdą nowe zaskakujące objawy?

Leave a comment

Design a site like this with WordPress.com
Get started